SOLE REBELS
wrzesień 18, 2009
W końcu odwiedziłam fabrykę Sole Rebels. Udało mi się pojechac tam razem z Joostem, Luciem i Daphne, którzy kręcą ONE SIZE FITS ALL – film dokumentalny o butach w Etiopii.Check out WWW.documentaryethiopia.com
Ale na początek dnia doznałam lekkiego szoku, albowiem spotkałam po raz pierwszy w życiu zboczeńca!!!! 9.10 rano. Spaceruję sobie do domu Holendrów, skąd mamy wyruszyć wozem do Zenebeuerk. Przede mną kroczy jakiś taki 20 latek. Normalnie sobie kroczy, idzie, spaceruje. Mija nas jakiś wóz z ambasady, prawdopodobnie Mozambiku. Tenże przede mną kogoś pozdrawia. Myślę sobie: pewnie pracuje w compoundzie ambasady. Nahle on przystaje ogląda się. Zauważa mnie. Rusza dalej. Znika w bramie. No i ja do tej bramy dochodzę (sic!), ale nie wchodzę, tylko mijam ( bo do Holendrów jeszcze jakieś 50 metrów) a tam…. w bramie stoi tenże kolo, odwrócony do mnie przodem, z tymtegono na wierzchu i jedzie. No i co robi Daria? Jak myślicie?
a. Padam zemdlona
b. Krzyczę: ANTE ( bo nie wiem jak jest zboczeniec po amharsku) i spluwam z obrzydzeniem na gościa, choć tak naprawdę mam ochotę kopnąć go prosto w jajka
c. Nawet nie przyspieszam tylko idę dalej, z dezaprobatą kręcąc głową
Tak też zaczął się mój dzień. Jednak …słońce świeci, ptaki ( sic!) śpiewają, po dachu domu Holendrów spaceruje sobie coś a la większa przepiórka, taki czarny w białe kropeczki-kropeczunie nielot ( Kasia masz takiego z drewna z Cepelii). Biedaczyna zastanawia się jak zejść. A po co właził? I jak on w ogóle tam wlazł? Piękny dzień.
W końcu pakujemy się do samochodu i jedziemy do tegoż Zenebeuerk. Jedziemy ring Road. W pewnym momencie na Gotera junction to człowiek czuje się jak w Europie, takie estakady porobili. Puszkin Squere też już pięknie wyasfaltowany. Potem trochę korkoro i jesteśmy na miejscu.
„fabryka” BOSTEX to tak naprawdę dom z podwórkiem, taki klasyczny. Na miejscu pracuje około 20 osób. Właśnie robią buty dla kurierów, Joosta. Buty dla Luca gotowe. Witają nas na miejscu Betlejem i jej brat, który nosi buty swojej firmy. Betlejem ma pumy na nogach zauważyłam. Cały proces robienia buta filmują Joost z Daphne. Ja z Luciem i Mikem oglądamy inne wyroby Betlejem jak np. super torby z Koba – fałszywego bananowca, szlafroki i koszule. To robione jest pod znakiem Hope Creation. Nowy projekt Betlejem, którego jeszcze nie rozkręciła do końca. Trochę też wypytuję. Certyfikat WFTO ( IFAT) został im przedłużony 6 miesięcy temu na rok. Zazwyczaj przyjeżdżają na audyt ludzie z Kenii. Sole Rebels są bardzo ekologiczni, ale moim zdaniem nie zero carbon, bo trzeba oczyścić oponę/podeszwę z brudu za pomocą szlifierki na prąd. Szycie również odbywa się za pomocą maszyny elektrycznej. Zatem trochę jednak carbonu jest. Dopytywałam też o te % na które idzie część pieniędzy ze sprzedaży. Jak fundusz pracowniczy działa bardzo dobrze, tak fundusz na rzecz bosonogich biegaczy jeszcze nie zaczął działać, bo jak twierdzi Betlejem, w ministerstw sportu szukają im odpowiedniej organizacji. A proces załatwienia sprawy w ministerstw trochę trwa w Etiopii. To samo z funduszem small coffee farmers. Sprawa trochę utkła na znalezieniu odpowiednich small farmers. Musze jeszcze to z nią przegadać, bo trochę mnie to mierzi.
A do samych butów wracając – jakie mają inne fasony. Następne URBAN RUNNERY jakie zakupię będą miały kolor strażackiej czerwieni. Albo takie niebieskie….
Pani Potrzeba?
wrzesień 16, 2009
Ferendz na rowerze w Etio to rzecz zjawiskowa. Wyjezdzam z domu. Już za brama slysze: ere? Gobez Nat. No to się ciesze, bo to takie dzien dobry. (Gobez Nat znaczy dobra jest). Potem wyjeżdżam na asfalt. No i się zaczyna. Strambiajo mnie. Machaja. Pozdrawiaja. Jest ok.
A potem.. witaj przygodo……Bole Road.
Tu trzeba mieć oczy naokoło głowy. Minibusy, autobusy, taksówki, ciężarówki, osobowe, 4×4. Większość nieprzyzwyczajona do obcowania z rowerzystą na pasie. Piesi. Kozy. Żebracy. Dzieci. I trabia. Ale ja się nie oglądam, bo w Sokołowie mnie tego nauczyli.. if you know what I mean, hmm hmm.
Najlepsze jest manewrowanie. Trzeba naprawdę mieć wyczucie i wyznawać dobitnie zasadę ograniczonego zaufania. Jadę elegancko prawym pasem, jak nakazują przepisy, wyprzedza mnie minibus po czym zajeżdża mi drogę i co…? I hamuje oczywiście a uojale krzyczy: Bole Bole Gardżi, Bole. Czasem mam ochotę kopnąć te ich gruchoty i sypnąć wiązankę, ale się jeszcze nie nauczyłam odpowiedniego słownictwa drogowego. Ja to bym tu klasyczną furorę i kupę pieniędzy mogła zrobić nauką jazdy, a właściwie doszkalania, bo nic nie umieją. A lusterka to już w ogóle rzecz zbędna, o prawym nie wspomnę bo często go nie ma.
Czasem są też takie kwiatki, że żałuję, ze nie mam aparatu. Mina taksówkarza, który jakieś pół minuty wpatrywał się w mnie nie przestając kierować – bezcenna. Albo policjant kierujący ruchem na Olimpii, któr krzyczy.. Aman Ne? Trzeba odkrzyknąć Selam neu. I się jedzie….
Państwo kierownictwo.
Na taksówce rowerowej też się dobrze jeździ. Odwiedzaliśmy tak Holendrów, co to mieszkają w sumie po drugiej stronie ulicy.
A poza tym to ja weny na pisanie nie mam. Wybaczcie. Jutro idę na otwarcie wystawy polskiego plakatu. Może będzie ciekawie. Reportaż ą-ę.
A z rzeczy tradycyjnych…. Jak byliśmy w Memo to się 2 dziewczyny do tzw. Towarzystwa nocnego naparzały o .. … no kogo mamy ostatnio dużo w Memo? Tych od słabej fizis. Przezabawne doprawdy to było.
Projekt idzie jak burza. Albo jak orzeł można powiedzieć, bo tak właśnie nazwali się kurierzy z Addis Abeby. Nysyr Courier service – syracin ynde symacin. Literalnie tłumaczę - Orle usługi kurierskie – taka praca jaka nazwa. Takie motto mają.
Piko, który przyjechał do Addis 25tego sierpnia już następnego dnia poznał chłopaków i dziewczyny z Nysyr i ruszyli w miasto. Najpierw piechotą. Na drugi dzień były już rowery zakupione w Addis, toteż „zwiedzanie” kontynuowali jeżdżąc. Okazało się, że chłopaki z Addis doskonale umieją poruszać się po mieście na dwóch kółkach. Lawiruja miedzy samochodami jak profesjonalni kurierzy. Umieją też rowery naprawiać i przede wszystkim bardzo to lubią.
Dojechawszy w sobotę bladym świtem, z deka się wyspawszy i ogarnąwszy w niedzielę o 7.30 poleciałam do LIVE-Ethiopia żeby oficjalnie zacząć warsztat. Po drodze z minibusa przyuważyłam jakiegoś szalonego kuriera przecinającego Meskel Square lotem błyskawicy. To był Piko I tak go złapałam.
foto pozniej…
No i ruszyli. Najpierw Piko opowiadał o tym jak zaczął i jak działają Wrocławscy Kurierzy Rowerowi. Potem trochę o papierkowej robocie. A potem do dzieła. Zaczynamy od podstaw czyli co zrobić jak złapiemy dętkę. Dziewczyny były trochę nieśmiałe i sceptycznie nastawione to pomyślałam, ze ja będę pierwsza odważna i sama się nauczę, jako że nigdy tego nie robiłam. ( nigdy gumy w rowerze nie złapałam czy jak? Hmmm… dziwne)
No i wszyscy elegancko sobie poradzili. Dziewczyny powiedziały później: betam kelal nebbere czyli bardzo łatwe było to zadanie.

Potem ćwiczyliśmy trochę jak dokładnie, krok po kroku pracuje kurier. A na koniec dnia wyścigi dookoła podwórka LIVE-Ethiopia. Ubaw był po pachy. Abdul nie zamknął roweru, no i mu ukradli. Kalil nie mógł sobie poradzić z chińskim zamkiem. Samuel nie odebrał paczki tylko pognał na złamanie karku. Jeszcze inny zebrał pajęczyny z elewacji.. takim łukiem poszedł. Ostatecznie wygrał Jonas, za co dostał od Piko koszulkę. Drugi był Zenebe i wyszedł w czapce. A trzeci był…. Piko.
Następnego dnia szatkowaliśmy Addis na strefy pracy kurierów, co sie przydało potem do tworzenia cennika usług. Był dylemat czy Piazza powinna być w strefie 1 czy 2. W sumie ja ze względu na zdrowie chłopaków zadecydowałam, że będzie w drugiej, bo wdrapać się kilka razy dziennie na szczyt Churchill Road to można płuca wypluć. A po co im to, młodym chłopakom?
Niech dbają o siebie trochę. Niech się cenią.

I ja sobie ustalałam z grupą ceny i dyskutowaliśmy o tym , czy bogatsi powinni płacić więcej ( bogatsi znaczy diaspora i biali) na co ja dostałam piany oczywiście. Koniec końców osiągnęliśmy kompromis i Nysyr zapowiedziało, że będzie etyczne i żadnej dyskryminacji cenowej stosować nie będzie. Uffff…..
Piko w tym czasie zebrał 4 chłopaków i uczył ich mechaniki. Tak żeby na przyszłość było wiadomo, kto się naprawą rowerów i warsztatem zajmuje.

Trzeci dzień był bardzo podobny. Kontinuum.
Czwartego dnia było o pracy dyspozytora i biura, a na koniec objaśnianie zasad Alleycata.
Alleycat to taki wyścig kurierów rowerowych po mieście z zadaniami.
Jako że rowery z Polski ciągle stoją w magazynie i czekają na odprawę celną ( bo urząd celny np. odrzucił czek z banku bo na czeku nie było jednego słowa: Authority. Było tylko A. bo się cały wyraz nie zmieścił) – nie będę pisać tu brzydkich wyrazów, ale wiecie co ja o nich myślę. Ewidentnie chcą zgarnąć więcej kasy za magazynowanie. Szkoda gadać.
No ale do Alleycata wracając. Podzieliliśmy brygadę orląt na 2 grupy. Każda grupa miała wykonać 10 zadań i zrobić to w jak najkrótszym czasie.
Tu tez był ubaw po pachy. Kalu zgubił pedał i na Kazanchis jechał z jednym, ale jak miał podjechać pod górę to już nie dał rady i zaczął pchać rower. Jako że szybko go pchał to podejrzliwy policjant zapytał go o ID, na co Kalu wyjął taką mini wizytówkę Nysyr, na której jest tylko orzeł i napisa Nysyr Courier service – First Ethiopian couriers’ race ever. No i policjant go puścił J Klasyk.
BytsuAmlak z kolei jadąc do Pizza Corner, gdzie miał sprawdzić cenę Indian Special Pizza ( 34 Byry) postanowił sobie trochę pomóc i się samochodu chwycił. Ajajajajaj… całe szkolenie z bezpieczeństwa i zasad ruchu drogowego w łeb wziął. Na szczęście nic mu się nie stało.
Nygus jadąc do Wabe Shebele skracał sobie drogę chodnikami, ale czasami musiał uciekać przed policjantami co go za to gromili. Koniec końców wygrała grupa gdzie dyspozytorkami były Senait i Betlejem. I było fajnie.
Jak odbierzemy resztę rowerów to będzie następny Alleycat.

Od poniedziałku ja już tylko siedzę z orłami i dopinamy szczegóły. Została jeszcze strona internetowa i promocja, od drzwi do drzwi.
Ja chcę rower w Addis. Nie dość, że zdrowiej to jeszcze jak to czas dotarcia na miejsce skraca. Z immigration minibusem na Bole Japan gdzie teraz zamieszkuję jadę około 1,5 h. Rowerem jak się dobrze zepnę pół godziny. I jeszcze jaka sensacja – biała na rowerze. Wszyscy mnie dopingują i mówią gobez. No zdarzają się czasem kwiatki jak np. pan w gajerku stojący na przejściu dla pieszych i bez żadnej agresji w głosie, tak chyba na zaczepkę mówi do mnie Fuck you. Na co ja mu takim samym tonem: fuck you too. No bo co mam odpowiedzieć? Jak zareagować?
Albo pani, lekko szalona, która biegnie obok mnie w stroju topless… Piersi w lewo, prawo, lewo prawo. Ja udaję, że nie widzę, nie.. no bo wiecie.. jak zareagować? Po jakichś 20stu metrach biegu pani rzuca mi pod rower niecelnie swoje okrycie wierzchnie. I się zatrzymuje. Eka. Tyle. Ja jadę dalej. Do dziś zachodzę w głowę, demonstracja czego to była?
Senkju, gud najt!

Bułka z masłem i błotem
Lot airbusem w dzisiejszych czasach to nieciekawe przeżycie. Nie lubię.
W Kairze mieliśmy około godziny opóźnienia z powodów technicznych. W końcu wystartowaliśmy, ale dźwięk podwozia przy składaniu sprawił, że mięśnie me karkowe się spięły i do końca do dziś nie puściły.
W każdym bądź razie wylądowawszy cała i zdrowa.
A Addis… nawet w taksówce na miasto nie spojrzałam, tak się normalnie poczułam, jakbym w ogóle nie wyjeżdżała. Poza tym padało i szyby były lekko zaparowane.
Oczywiście pada, oczywiście trochę brudno, oczywiście śmierdzi benzyną albo ropą, bo generatory chodzą. Za 2 tygodnie mają w końcu przestać co drugi dzień wyłączać prąd.
Trochę nowych budynków, nowych restauracji, barów. Ze względu na porę deszczową mniej żebrujących na ulicach. Pada no.. bo jak pora deszczowa to musi padać pani kierowniczko. Pierwszą ulewę na szczęście udało mi się spędzić w miłym towarzystwie Monisi w jej Oyocie.
A propos Moniki to z bólem serca, ale zgodnie z wolą rzeczonej zakupiłam jej burgera w Kairze, bo w Etio brak łańcuchowych korporacyjnych bułkobłotów. Double Whoooper nabyłam drogą kupna – jak za zboże zapłaciłam, ale czego nie robi się dla przyjaciół. Monika po kilku godzinach odebrała lekko tegoż podgniecionego i przysuszonego po czym w samochodzie, w schowku przed ludźmi a szczególnie Amirkiem ukryła. Żeby nikt jej nie zjadł, podjadł, nie powąchał. Ale i tak jej mama wzięła 3 gryzy i to te większe, z czego oczywiście Monisia nie była zadowolona. No ale z matką się nie podzielić to grzech.
no i tyle na początek
a o tym jak śmiga internet, i jak super są Wrocławsy Kurierzy Rowerowi z Piko na czele i jak cudowni są przyszli kurierzy z Addis w odcinku następnym
pedałowanie w Etiopii
lipiec 25, 2009
Rozkręca się nowey projekt eFTe “Kurierzy na rowerach – Addis Abeba, Etiopia” !
Organizacja partnerska, LIVE-ETHIOPIA, zrekrutowała w Addis Abebie 15 osób: 11 mężczyzn i 4 kobiety. I pełną parą ruszyły szkolenia!
Na początku, przyszli członkowie spółdzielni zapoznawali się z projektem, odbyli szkolenie antykorupcyjne i ogólne z zakresu pracy organizacji pozarządowych oraz z pracy metodą projektu. Żeby dowiedzieć się, jak założyć spółdzielnię, przyszli kurierzy wzięli udział w warsztacie z procedury zakładania, celowości i zasad prowadzenia spółdzielni. Kolejną umiejętnością, jaką nabyli, to zasady bezpieczeństwa ruchu drogowego. W przypadku Addis Abeby jest to bardzo ważny warsztat. Pomimo tego, że kurierzy będą jeździć w odblaskowych kamizelkach rowerowych, muszą wiedzieć, jak bezpiecznie poruszac się po drodze.
W Polsce tymczasem zajęliśmy się promocją projektu. Na facebooku założyliśmy grupę: Biking Couriers Ethiopia. Własnymi rękami zrobiliśmy też baner informujący o projekcie. Już niedługo pojedzie on do Addis i zawiśnie na ulicach stolicy Etiopii. Kupujemy również sprzęt i wyposażenie dla kurierów - takie, którego nie można dostać w Etiopii i na który przyszłych kurierów nie stać. Wychodzimy z założenia, że projekt najlepiej rozwinie daną społecznosć, jeżeli jak najwięcej dochodów wygenerujemy na miejscu, kupując tam wszystko, co możemy.
Zostały nam jeszcze dwa warsztaty: z czytania mapy i topografii miasta, do którego mamy zamiar wykorzystać www.openstreetmap.org oraz warsztat kończący etap szkoleń na temat prowadzenia spółdzielni rowerowej zajmujacej się dostarczaniem przesyłek kurierskich.
Zachęcamy do dzielenia się wrażeniami i komenarzami na temat projektu, a także propozycjami na alternatywne działania dla spółdzielni, w perspektywie jej rozwoju.
Projekt jest współfinansowany w ramach programu polskiej pomocy zagranicznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP w 2009 roku.
Biking couriers Addis Ababa – Ethiopia
maj 19, 2009
Elo everybody.
Some of you know already that my eFTe’s ( always rules btw) project on creating in Addis cooperative which will specialize in messenger service. The point is that the couriers will ride BIKES – push bikes not motor one!
eFTe will coordinate the project from Poland. In Ethiopia LIVE-ETHIOPIA will be implementing it.
LIVE has already started recruitment process in Lideta sub-city, in 2 kebeles.
If you are interested or if you know anybody who is looking for a job and can not find it, that can ride a bike and is ready for new challenge let me know, or simply go to LIVE-Ethiopia Associaion – it’s near Immigration office, a little bit up the hill, on the left side, behind the grey gate.
I would also like to ask you for help.
NAME FOR THE COOPERATIVE + LOGO
If you dear reader have any idea of how to name biking messenger service cooperative in AA – share it with me please. It shoudl be catchy, short, in English or in Amharic and nice:)
anybody……………………?

come back
maj 15, 2009
yeah.. so here I am.. back to Poland. Feels strange. Sorry for not writing for a long time people but different neger – things have been keeping me busy.
To update you with Ethiopia….
Water and power shortages are still on.
I attended one music festival in AA – it was called Selam and now a new one is on the way.
I was swimming again in the Nile – this time by the TisIsat water falls.
I spent lovely few days in Bahir Dar and Gondar, betam lovely time.
And that’s it.
But I will be writing on this blog from time to time.
Next post will be about differences between POland and Ethiopia.
o!
eshi, beka!
eee.. some photos
kwiecień 10, 2009











