Dla ferendza zasiedzialego troche w Etio, takiego jak ja, tęskno czasem do posiedzenia za kolkiem, wciśnięcia pedalu gazu do dechy, odgłosu wycia silnika i rozpedzenia się do stowki, a jak inszallah to nawet i wiecej.
W koncu nadarzyla się okazja. Agnieszka przyjechala. Zażyczyła sobie wizyte w Bahyr Darze. Autobusow miałyśmy dosyc, no to sprawa prosta. Do wypożyczalni i jedziemy z tym koksem. A jak wypożyczyć samochod w Etiopii?
Po pierwsze sprawdz go, dokladnie!!!!
Nasz pierwszy samochod zmieniłyśmy, ponieważ nie działało w nim radio, a jak my przejedziemy 600 km bez muzy. No way, man. Zmienili. Na Toyote corolla. Na początku nawet wspomaganie kierownicy chodzilo, wiez wzielam. Sprawdziłam jeszcze jak pali silnik, bo czasami zwalaniaja obroty, żeby samochod mniej palil. Nieważne ze gasnie, nie? No i sprawdziłam swiatla, bo ostatnio dostalam przeciez mandacik. A trzeba było jeszcze sprawdzic kola, jako ze te okazaly się tragiczne. Na wierzchu metal, w zapasowym dziura z detka na wierzchu. Dobrze, ze dopiero w Tiss Abbay poszla nam guma. No i jeszcze hamulce. Od początku cos mi za duzo powietrza pod pedalem było, ale mysle sobie, musi tak być. Przy zjezdzie na most na Nilu, gdzie droga wyglada jak na filmie, cos zaczelo mi śmierdzieć. Myślałam ze to oponki przy zakretach troche się ścierają. Dopiero wyprzedzil mnie minibus, który kazal mi się zatrzymac i chłopaki pokazali mi dym wydobywający się spod kol. Klocki się normalnie już zajęły. No to co… no to trzeba biegami hamowac. I na dwójeczce, prosze panstwa, na dwójeczce.

long-vehicle
Sama jazda w Etiopii to niezle przezycie. Doskonale opisuje to Kapuscisnki w Hebanie. Czytaj ponizej.
Choc nie zgodze się ze wszystko odbywa się cicho. Klakson w samochodzie dzialac musi. Dot. Com.
A umiejętności etiopskich kierowcow, no ja przepraszam. Etiopczycy boja się jeździć po zmroku. A dlaczego? Bo nie widza. Bo maja zle ustawione swiatla. Bo nie wiedza jak się zachowac jak wyskoczy im cos na droge.
W ogole Etiopczycy jezdza wolno i srodkiem najlepiej. Pasy na drodze? Po co się trzymac, jak srodkiem bezpieczniej, w dziure przynajmniej nie wpadne.. .chyba. I jezdza na dlugich. A jak im sugerujesz żeby zmienili, to w ostatnij chwili zmieniaja, ale tylko na moment, po to, żeby w momencie kiedy sa na wysokości zderzaka przedniego twojego, strzelic ci centralnie znowu dlugimi, tak ze zamykasz oczy. Wtedy trzeba się modlic, żeby poboczem nie szedł człowiek, stado krow, albo nieoswietlona furmanka.
A po zmroku, jak nikt nie jechal prowadzilo się cudnie. Na początku bylam troche scykana. Bo 300 przejechane, zostalo kolejne 300. Dzwoni Sami, ze po nocy się nie jezdzi. Dzwoni Taddele i pyta gdzie my. A ja nie wiem jaka droga. Ta okazuje się spoko, wiec w miare upływy czasu przyspieszam. Osiagam nawet 100, a droga jak z Soko do Siedlec. Da rade. Na drodze pusto. Ludzie poszli spac z kurami. Czasem w jakiejs wiosce robi się gęściej, ale luzik. Czasem jakis lisek albo pies przebiegnie poboczem.
Przygoda. Dziewczyny drzemia. Nahle, w oddali widze 3 pary oczu po obu stronach drogi. Hieny. Uciekaja, wiec nie zwalniam. Wtem jedna glupia, postanawia z lewego kranca przejsc na prawy i co? I oslepiam ja z deka i ta staje. Hamuje, ale wiem, ze za pozno jest. Bam! Tarach, tarach. Knak, knak. Trafiona. Centralnie wpada pod kolo przednie, a potem tylnie.
Matko bosko. Zabilam zwierze. Pierwsze w mojej 12letniej karierze kierowcy. Wypadaloby się zatrzymac i spawdzic czy dycha, ale to hiena przeca. Pokiereszowana, znaczy zdenerwowana. I jeszcze ma 2 kolezanki w kukurydzy. Chyba pojade dalej. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Co za dzien. Co za podroz. Po tejze powiem nie skromnie, ze jestem mistrzynia kolka, aczkolwiek z 600 km na raz po 2 miesiacach nie jezdzenia przesadzilam. Posladek i prawa lydka się spięły lekko, a na drugi dzien przeciez Great Ethiopian Run.

hieny

For a ferenji like me, who stays in Etio for a longer time, it’s necessery sometimes to sit behind the wheel, to press down the accelerator, to hear the noise of the engine and to speed up to 100 km/hour or inshallah even more.
Finalny a chance appeared. Aga came. She ordered a visit in Bihar Dar. We had buses up to our ears so the decision was simple. Go to car rent and go for it girls. And how to rent a car in Ethiopia?
First, check it out properly!!!!
Our first car we changed because the radio and CD was not working. How can we drive 600 km without music? No way, man. They changed it. For Toyota Corolla. At the beginning even the suport for the driving Wheel was working, so I took it. I checked also the engine, because sometimes in Ethiopia the slow down the turns, or whatever you call it, to make the care take less oil. And I checked lights as recently I was fined for this. I should have chcecked wheels because they turned out to be tragic. Metal parts and wires sticking out, spare part with the hole in it. Fortunatelly or not we caught a flat tyre in Tiss Abbay and not on the way.
And the brakes. From the very start I could feel too much air under the pedal, but I thought it should be like that. On the way to the bridge on the Nile something started to stink. Tyres, I thought. Until the minibuss passed me and made me pull over to show me the smoke coming out from underneath the wheels. Well.. time to use gear break has come. And secondo gear, secondo.. for over 10 km.
The driving itself is thrillig. To give you some sample read this part of what Ryszard Kapuscinski wrote in “The shadow of the Sun”:

Driving a car in Ethiopia is a kind of unending process of compromise: everyone knows that the road is narrow, old, crammed with people and vehicles, but they also know that they must somehow find a spot for themselves on it, and not only find a spot but actually move, advance forward, make their way toward their destination. Every few moments each driver, cattle herder, or pedestrian is confronts by an obstacle, a conundrum, a problem that needs solving: how to pass without colliding with the car approaching from the opposite direction; how to hurry along one’s cows, sheep, and camels without trampling the children and crawling beggars; how to cross without getting run over by a truck, being impaled on the horns of the bull, knocking over that woman carrying a twenty-kilogram weight on her head. And yet no one shouts at anyone else, no one falls into a fury, no one curses or threatens – patiently and silently, they all perform their slalom, execute their pirouettes, dodge and evade, maneuver and hedge, turn here, converge there, and, most important move forward. If a bottleneck occurs, people will participate harmoniously and calmly in diffusing it; if a traffic jam forms, everyone will set about resolving it, millimeter by millimeter.

Although I can not agree with the part: „silently”. The horn in the car is one of the most important thing. Dot. Com
And the skills of Ethiopian drivers? Sorry to all Ethiopians but I must say, there is a lot to be improved. They are generally afraid to drive in the dark. Why? Because the head lights are set badly, because thay do not know how to react when the animal appears.
In general they driver slowly and in the middle. Lanes? What for? In the middle you avoid the risk of halling into the hole.. I guess. And they use too much long head lights. Weny you suggest them to change it , yes, they do change just to put it back Chile the pass you.
In that moment pray that there is no human being, cow or a carriage on the side of the road.
After dawn it was really pleasant to drive a car. At the beginning I was quite stressed, because 300 km done, 300 more to do. Sami is calling us to say to pull over and not to drive in the night. Taddele is calling asking where we are. And I didn’t know the road. When it turned out to be ok, I speeded. Even up to 100. The road like the one from SOko to Siedlce. We can do it. The Road is empty. The people and the animal are sleeping already. It gets more crowded in the villages, but it doesn’t matter.

Adventure. Kasia and Aga are napping. Suddenly, in the far I can see 3 pair of eses shining on the both sides of the Road. Hienas. They are running away, so I’m not slowing down. But, one, the stupiedest one, decides to cross the road. I blind it with the lights and it stops, just in front of the car. I brake, but it’s too late. Bam. Trach. Snack. Bulls eye. Hit. Done. One Wheel, second Wheel. MOther Teresa. I killed an animal. First one in my driver;s life. One should pull over to checz if it breathes, but it’s hiena, dam nit. Hit, hurt, so angry, I guess. And it Has 2 friends hiding in the corn. I think I will continue driving.

What a day.What a trip. After his, to be not Modest, I can say I’m the master of the Wheel, although taking 600 km after 2 months of not driving is a bit of exaggeration. My butt and right calf hurt a bit, and we have to be fit for the next day for the Great Ethiopian Run.

 

Po pierwsze człowiek musi posiadac anielska cierpliwość, a jak jej nie ma to musi ja w sobie wyrobic, choc i tak nie ma to znaczenia, bo w pewnym momencie musi wybuchnąć, nie da rady, nie wytrzyma, bo na koncu zawsze jest jakis absurd totalny, totalny fuck up, a zazwyczaj na koncu zawsze ktos chce pieniędzy.

W dzisiejszej prezentacji posłużę się przykładem koncertu. Niech to będzie nauka dla wszystkich, którzy takie wydarzenia kulturalne chca organizowac w Afryce. Oto pułapki i przeszkody, które najprawdopodobniej pojawia się na waszej drodze.

Przygotowujecie projekt. Robicie wywiad co gdzie można zorganizowac, za ile, jak zdobyc sprzet, czy terminy by pasowaly, jak udaly się koncerty innych ambasad, organizacji. Wychodzi na to ze, caly czas na przykładzie Etiopii i koncertu, urząd miasta daje sale i sprzet za darmo, ze koncerty wychodza tam swietnie, ze wspolpraca ok. Potwierdzasz zasięgnięte informacje w urzedzie. Wszystko gra. Wpisujesz do projektu. Wszystko cacy.

Ale ale…. Nie przewidziałaś/es jednego. Wybory samorządowe, które mogą zmienic wszystko, tylko nie to co potrzeba. Zmienia się mer, zmienia się polityka i sala i sprzet nie sa już za darmo i teraz wszyscy odkecaja kota ogonem. Nikt nic nie wie. Biedny ferendz czyli ja chodzi od pokoju do pokoju w urzedzie, gdzie wszyscy milo, achy echy nad moim amharskim, ale co mnie to obchodzi jak ja z konkretna sprawa przyszlam. Czy jest sala , za ile? Czy jest sprzet, za ile? Czy da rade?

W koncu udaje ci się dostac papier, ze wynajecie kosztuje tyle a tyle. Ustalenie tego zajęło ci 3 dni i wizyty w 5 pokojach. No to ustalone data, sala na caly dzien, zapłacone – cacy. Uff myslisz sobie.

Teraz sprzet. Oglądasz to co ma tam do zaprezentowania urząd miasta. Troche jest, choc mieli mieć wszystko. Uysziet, kłamstwo. Nawet na rider nie spojrzeli. I znowu trzeba załatwiać wypożyczenie przez 5 osob, 3 pokoje, Ato ten, Ato tamten, a i tak na koniec ptrzeba przyjść z technikiem, bo każdy mowi co innego, ze dziala, ze nie dziala, ze to sprzet muzykow, ze kosztuje, ze nie kosztuje. A ja caly czas cierpliwa.

Reszte zaczynam załatwiać na tzw. miescie. Zdobywasz kontakt, przez pośrednika, idziesz z riderem konkretnego zespolu, a tam pan nie spoglądają na kartke mowi ci ze ma wszystko. Nawet obejrzec nie można, bo w piwnicy jest ciemno, a mebrat czyli swiatla – jellem. No wiec ja już przezornie zapytuje:

 - A turntable jest?

 - Turntable? Nie ma?

Pan ewidentnie nie wie nawet co to jest, ale odpowiada ze nie ma. Dobrze, ze nie powiedział ze jest. I dodatkowo jeszcze mowi, ze nie zdobędę tego na miescie. A to ciekawe mysle sobie, bo w klubach slysze jak Dejoty nieudolnie czasem skreczuja. Ciekawe na czym? Specjalista z niego jak trutututu.

Cierpliwosc, cierpliwość. Zamawiasz zatem kolego/koleżanko kilka sprzętów i jedziesz dalej. Ale nie mysl sobie, ze będzie tak jak się umówiliście. W dniu koncertu przychodzisz do Pana w/w po mixer, a tam czeka na ciebie perkusja. ??????

What de fak, se mysle se. A oni, ze zamawialam, ze kazalam, ze to ze tamto. No to wtedy nie wytrzymałam. Zaczela się klotnia, bo zaliczke wzieli. Witki opadaja. Wyzwalam ich od nieprofesjonalnych tłumoków, no i wyszlam. A zeby było jeszcze smieszniej, to chcielismy w zamian wziac kompresory. Bartek znalazł kompresory, ale nic z nich nie będzie bo nie ma kabli. Profesjonaliści trutututu!

Kompletowanie sprzętu odbywa się do ostatniej minuty w dniu koncertu. ( Koncert zaczynal się o 7 a ja o 4.30 dowozilam te turntable i jedne piecyk jakis).

A i tak na koniec okazalo się, ze:

 - wszyscy się znaja i sprzet można było załatwić w jedne dzien, ale nikt nie chciał pomoc, bo kultura tajemnicy, i jazdy chial ukręcić dla siebie jakas kaske

 - ze sprzet mogla załatwic Alliance Francaise, tylko mogłam powiedziec , a ja przeciez czarno na białym pokazałam czego mi potrzeba

 - mężczyźni w tym kraju to mega szownisci i biala kobieta jest traktowana przedmiotowo, czarna zreszta tez

 - choc zapłacone było za caly dzien za sale to do godziny 12.30 odbywalo się tam zebranie urzędasów

 - choc zapłacone było za caly dzien za sale to przybiegali jacys panowie w skorach i dmagali się zakończenia proby bo: w tym budynku pracuje mer

 - choc zaplacoen było za caly dzien, to 3 tygodni po koncercie byliśmy meczeni, ze powinniśmy zapłacić pracownikom urzedu, którzy byli tam w trakcie koncertu ( światło, wozny, odpowiedzialny za sprzet, ochrona)

 

Także tak.

Po tym doświadczeniu mogę wszystko! O!

Aga w ET

listopad 24, 2008

 

Anbessa. Zdolniacha. Po 5 dniach Aga:

 - umie liczyc do 5

 - ma ambicje nauczyc się liczyc do 10

- pamieta i uzywa! około 10 slow, w tym perfekcyjnie AMESEGYNALEU czyli dziekuje

- załatwiała się w kilku fajnych toaletach

- prawie walnęła gościowi na dworcu autobusowym, co to niby w zartach przejal 2 byry dla pana walizkowego

- spala w hotelach z nocnikiem

- zostala ugryziona przez pchle

- jechala 14 godzin etiopskim autobusem

- się przeziębiła

- zasmakowala w ndzerce

- odroznia Etiopczykow ladnych od nie ladnych

- nie boi się Etiopczykow

 - nadal nie rozumie Etiopii ( i nie zrozumie, bo kto ja rozumie?)

 - czuje się jakby tu była już miesiąc

- nie lubi Mursi ( ja z Kasia tez ich nie lubimy)

- polubila Samiego i Ualie

- jeszcze tylko musi się nauczyc gadac i dealowac z lokalesami

- zjechala południe az po Jinka

- nazula się czatu i poczula się na kilka godzin lepiej

 - no i jest chyba niezla groupies Vavmuffina

 

Agnes in ET

Anbessa. Clever. After 5 days in Ethiopia:

 - she can count to 5 in Amharic

 - she has an ambition to learn how to count to 10

 - she remembers and uses! 10 words, perfectly AMESEGENALEW which means thank you

 - she pissed and shit in few very interesting toilets

 - she almost hit a guy in local bus station, who supposedly joking took 2 birrs for the packing guy

 - she slept in the hotels with a potty

 - she was beaten by the fleas

 - she spent 14 hours on the Ethiopian bus

 - she caught cold

 - she liked injera

 - she differs nice Ethiopian men from the bad looking

 - she is not afraid of Ethiopians

 - she still doesn’t understand Ethiopia ( and she won’t, because who can understand it?)

 - she feels like she spent over a month here

 - she doesn’t like Mursi ( me and Kasia don’t like them either)

 - she likes Sami and Wale

 - she went to South up to Jinka

 - she chew chat and she was healed for few hours

popija-sie-miete-w-old-milka-house

Vavamuffin adventures in ET

listopad 24, 2008

 

Tekst miał być o tym dlaczego kocham Vavamuffin. Otoz sprawa jest bardzo prosta: bo sa arif, co znaczy super!

Chłopaki sa: zabawni (np: papka na brudnej szmacie- to o szyro z yndzera, reszta tekstow nie do powtorzenia na blogu), inteligentni ( wiecie jaka to ulga i rados porozmawiac z mezczyznami, ktorzy madrze prawia?), wyluzowani, obrotni, maja dobre serca, entuzjastycznie nastawieni do zycia ( wszystko im sie podobalo), otwarci, bezproblemowi ( albo żeby być bardzo precyzyjnym, żeby nie posądzać mnie o zaslepienie – malo problemowi), zdolni ( od razu spiewali Eyoba), ciekawi ( sprobowali niemal wszystkiego), kochani (mmmmm), czasem rubaszni, pozytywni, naladowani dobra energia, szybko uczacy się, nie marudzący, umuzykalnieni ( ba!), zgrani, ubaw z nimi po pachy, gobez, arif.

Jenie kondzoc.

 

The boys are: funny (most of their texts can not be repeated here), intelligent ( you have no idea how good and relief brings talking to men who talk wisely), cool, entrepreneurship J, with good hearts, enthusiastic ( they liked all), open minded, causing no problems ( or to be precise causing hardly any problems), clever, smart, lovely (mmmmm), gifted ( they caught up Eyob just like that), positive, interesting, hillerious, gobez, arif.

Yene konjoch.

 kuba-na-entoto

 

I kilka anegdotek:

Jedziemy minibusem nad jakis tam wodospad pod Addis. Nie jakis tylko Muger Gorge. Ja nigdy nie bylam – zatem skupiona, bo przeciez tour guiduje wycieczke. Wjeżdżamy na droge szutrowa, ale nie jest jeszcze tragicznie. Calkiem rowna, normalna, szutrowa droga. Tyle ze mamy jej przejechac 20 km. Chłopaki zaczynaja się martwic, czy oby minibus marki Toyota wytrzyma takie napiecie na osiach i ze trzesie i ogolnie nie jest dobrze, może powinniśmy zawrocic. A Jonas, nasz mlody utalentowany kierowca kolokwialnie mówiąc, zapierdala, bo inaczej nie mogę tego określić, przepraszam za słownictwo. Ja żeby uspokoic musze zainterweniowac twierdzeniem: droga dobra, kierowca dobry, martwcie się o pogode. No i co… i zaczyna padac.

A wodospad piekny, 100 metrow w dol, urwisko przepotężne. Stajac na skraju co niektórzy marza o tym, żeby skoczyc. A Pablo tylko krzyczy, żeby za blisko nie podchodzic. Trzecie oko uruchomil i widzi wszystko i wszystkich.

 

And few anecdotes:

We’re on the minibus to some waterfall near Addis. Not some but Muter Gorge. I’ve never been there so I’m attentive. I’m a tourguide, right? We’re on the stone chipping road, but it’s not tragic yet. I’ve seen worse, much worse. It’s quite flat, normal, stone chipping road only that we have to driver it for 20 km. Boys start to worry if our minibus of Toyota can make it, if it stands the pressure of shaking in axles and it’s shaky and in general it’s not good, so maybe we should turn back. And Yonas, our young, gifted driver tears-arse along in high speed, I can not find other words for that. To calm down the boys I say: the road is good, the driver is good, worry about the weather. UUUU, bad timing. It starts raining.

And the waterfall is beautiful. 100 meter down, enormous cliff. We are standing on the edge to admire the waterfall, some of us dream about jumping down. Only Pablo is screaming at everyone who dares to get too close too the edge. He activated his third eye and even when he doesn’t see he can see you. He is watching you.

 

W drodze do Awasa ja z Samim zakupujemy czatu troche. Chłopaki jeszcze nie wiedza co to, no ale tak nieśmiało postanawiaja spróbować. Co niektórym i owszem podchodzi, co niektórym się to nie podoba, co niektórzy daja znaki, żeby nie dawac a na koniec powstaje tekst na odczepke: Zryj liscie!

Wycieczka wzorowa. Nie zgubili się ani razu, chcieli do Niemiec albo do Szkocji – znakiem tego wierni – gobez!, wsuwali ndzere  i inne etiopskie specjaly ( za malymi wyjatkami) jak mlody pelikan kluski, wsłuchiwali się w etiopska muze, no i wiadomo  - reggae ;)

Szaszamane zaliczone.

 

On the way to Awasa me and Sami buy some chat. The guys don’t know what is it yet, so slowly, shyly the decide to try. Some of them like it very much, but some of them don’t like that the others like it so they give me signs not to give chat away. The final text is: scruff down your leaves.

 

 

A sam koncert..uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

Etiopczycy byli w niezłym szoku. Sala co prawda nie sprzyjala, nie byla najlepsza na koncert takiej kapeli, bo wyobrazcie sobie kino Sokol w Soko, albo w Gizycku. Dokladnie tak jest w City Hall. Na początku publika siedziala wgapieni w 6 bialasow na scenie co fajnie graja, a jeden skacze jak szalony, potem czesc nieśmiało poszla na tyly tanczyc, żeby w koncu przenieść się pod scene, a nawet na scene. Trzeba było zobaczyc lekkie przerażenie w oczach ochrony. Nie dosc ze tancza i skacza pod scena, to jeszcze zapach ziola wionie z każdej strony, a za firanami ludzie jaraja fajki. Z relacji kolegow: amazing!!! Nie mogli uwierzyc, ze goscie z Polski tak dobrze sobie z muzyka radza, śpiewają w swoim jezyku tak, ze no nie da się nie tanczyc albo przynajmniej dygac i nie mieć rogala na twarzy.

A jak mi zeszlo po koncercie z karku napiecie, jak sobie piwko strzeliłam, jak się wyluzowałam, ihaaaaaaa. Piekne to było.

 

Yszi, beka.

 

rastuch-i-rafal-ogrywaja-lokalesow

And the koncert itself. UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU

Ethiopians were quite shocked. The City Hall wasn;t too good for this kind of event, reggae concert in old communist cinema or theater, like the one in Sokolow or in Gizycko. At the beginning the audience sat frozen looking at 6 white guys playing reggae, one of them jumping all around the stage. After 2nd piece some of them started to dance at the back and finally they moved up to the front or even on the stage. You should have seen a small fright in the eyes of the security guys. Some guys are dancing, some guys are jumping all around, and some guys are smoking weed, and behind the curtains crowds are smoking cigaras. But what my friends told me it was amazing. The Ethiopians couldn’t believe that guys from Poland can play such a good music, even they sing in Polish, and you can not stand you have to dance or at least bend your knees and smile.

And how I stressed out after the concert? Beer, bless, cooling down. It was beautifull.

 

Eshi, beka.

polska-groupie-z-chlopakami