Afrykanskie metafory
maj 30, 2008
Walcza dwa slonie, a my jestesmy trawa – to o sponsorowaniu roznych akcji, czy malych organizacji etiopskich przez duzych donorow np. europejskich.
Wol moze udzwignac duzy ciezar, ale uwazaj jak ten ciezar na niego ladujesz – to o rzadzie i jego stosunku do budowania spoleczenstwa obywatelskiego w Etiopii.
Uniwersalne, prawda?
Turtle life
maj 29, 2008
no title
maj 28, 2008
Kiedy za murem ambasady, a raczej nad widze przemykający zolto-czerwony autobus, to czuje sie jak w Warszawie. Bo tu za murem zupełnie inne zycie. Czysto, schludnie, biezaca woda, nie ma problemow z pradem ( jesli takowe się pojawiaja, to zalaczany jest generator, ktory swym „cichym” silnikiem budzi mnie o 7 rano). Poza tym bardzo polskie eukaliptusy, kanny, palmy i inne kwiatki, a do tego 4 szczeniaki rasy mi nieznanej i polska para zolwi. No i wszyscy, a raczej prawie wszyscy mowia po polsku. I to sie nazywa „gated community”. Jak tak człowiek troche pomieszka w luksusach, to sie nie dziwie ze ma niezlego stracha wychodzac na ulice Addis, gdzie minibusy jezdza stadami po calej szerokosci ulicy, buchaja spalinami w nos i trabia na przechodzacych po zebrze ludzi. Na chodniku z kolei spacerujacy wolnym krokiem ludzie, czasem stado osiołków. Do tego co drugi człowiek krzyczy „ferendz”, „where are you go” albo „where are you from”. Poland – odpowiadam. Aaaaa, Holland. Witki opadaja. To juz nie Warszawa, to Etiopia panie. Ale tez jest zajebiscie.
Manche, Manche, Manche
maj 28, 2008
Bylam wczoraj na finale ligi mistrzow z bratem. Sala weselna hotelu Taitu, wjazd 10 byrow, wielki ekran i mecz z rzutnika. Prawie jak u Marka, z ta roznica, ze tutaj ludzi było …chyba z 1000!!!! I tu potrzebny bylby cytat z Plexusa o tym, jak to jest dla bialego znalezc się w tlumie czarnych, jak smieja się z trzewi, jak wszystkie emocje z nich wychodza. Wiekszosc była za Manchesterem, ja tez J. Pokazali, jak goscie w gajerach wychodza z autobusow i ci wszyscy Etiopczycy oszaleli. Piesni, tance, flagi, oklasky. No i sie zaczelo. Ale emocje, ale nerwy. Wszystko to było czuc w powietrzu – dosłownie. Koniec koncow, wiadomo kto wygral. Wiedzialam, ze Ronaldo nie strzeli karniaka, ale Terry – co on narobil?
A ci Etiopczycy, ktorym przewodzil Abrys wylali sie na ulice, tlumnie z piesnia „Seleme, seleme…” i Manche, Manche Manche na ustach biegali w ta i z powrotem. A potem Abrys powiedział, ze jedziemy swietowac. E? Ze jak? Na Bole - w innej dzielnicy AA był korek, bo cala szerokoscia ulicy szli goscie i spiewali, kladli się pod samochody. Szalency J. Abrys kazal prowadzic mi swoj samochod, bo on tez chciał pokrzyczec i poskakac. Biala prowadzi taka landare Toyote w srodku AA. O maj gad. Dalam rade, bo co mialam nie dac. What a night.
Nexus
maj 28, 2008
Kto nic nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Jak idzie to wschodnie przyslowie? Tchorzem jest ten, kto nie sieje, bo się boi ptakow. Koniec, kropka. {…}Zeby cos się wydarzylo musi byc odpowiedni klimat. A jesli takiego klimatu nie ma, człowiek sam go stwarza. I jeszcze jeden fajny fragment: W czystej milosci (ktora zapewne nie istnieje nigdzie poza nasza wyobraznia).. dajacy nie czuje, ze daje, nie wie co daje i komu, a jeszcze mniej jest swiadom, czy obdarowany docenia ten dar. Byc wolnym od miłosnych wiezow, spalac się jak swieca, roztapiac się w milosci i z milosci – coz za rozkosz. Czy jest ona dostepna istotom takim jak my – slabym, dumnym, proznym, zaborczym, zawistnym, zazdrosnym, krnabrnym, pametliwym? Oczywiście, ze nie. Pozostaje nam szczurzy wyscig, w prozni umysłu. Przekonani, ze potrzebujemy milosci, przestajemy ja dawac, przestajemy byc kochani. {…} Jesli cokolwiek zasluguje na miano cudu, to czy to nie milosc wlasnie? Jaka inna sila, jaka tajemnicza moc potrafi nadac zyciu taki niezaprzeczalny splendor? Rozmawiaja, a raczej gdybaja o milosci w Europie Etiopczycy. Jeden z nich, ktoremu na imie Tesfaje (Nadzieja moja), a przedstawia mi się jako Daniel, bo Etiopczycy maja jakies dziwne przyzwyczajenie do nie wyjawiania swoich prawdziwych imion – stwierdza, ze w Europie nie ma czasu na milosc. Wszyscy sa tak „busy”, ze nie uprawiaja milosci, bo kiedy? I najlepsze miejsce do tejze to Etiopia. Na co jego kolega zapytuje: – A ty byles kiedykolwiek w Europie? Ty wiesz o czym ty mowisz? Daniel odpowiada: – Widziałem duzo filmow. Czyli my tam mamy fake love, a oni tutaj tylko true love. Szczegolnie smiesznie to brzmi jak siedzi z nami przy stoliku chlopiec ozeniony ze starsza od niego o 30 lat! girl from Denmark. A ladny jest, oj ladny. Szkoda chłopaka. No ale co robic.. tru law. W koncu poznalam Taku – Japonczyka, od ktorego dostalysmy namiary na dom do wynajecia. Niesamowicie przyjemny koles. Od dzis lubie Japończyków (wczesniej zadnego nie znalam), bo bede na wszystkich patrzec przez pryzmat Taku. Ten 2 lata temu postanowil, ze rzuca wszystko i bedzie farmerem w Etiopii. No i gdzies na poludniu uprawia pomidory i handluje maszynami rolniczymi. A za miesiac zamyka biznes i przyjezdza do Polski, do swojej dziewczyny, w Etiopii zapoznanej Mai. I znowu potem wyjedzie. Mowi, ze do Izraela. To się nazywa ADHD i glod swiata. Z Internetem caly czas problemy. Ze swiatłem tez, ale juz wiem dlaczego. Z powodu suszy. Malo wody w tamach, male przepływy, generatory maja zastoj.I wiecie jakie rady daja: zeby robic cos co nie wymaga electricity. Taaa…. Powiedz to człowiekowi z Polnocy. Ja tu i tak swira dostaje od nicnierobienia, a jak jeszcze nie bedzie prundu to juz calkiem oszaleje, no bo rozumiem, zeby go nie bylo przez godzine-2, ale cala noc? A pracy to ja tak za bardzo nie szukam. Wbilam sie juz w tutejszy ridim. Czekam, az mi Ygzabier, czyli bog cos podrzuci. I znowu jest mnie 2. Jedna Daria się denerwuje, ze bimba, a drugiej jest dobrze bimbac. Decyzyjnosc – minus 5.
Big furry heads
maj 28, 2008
Ceny zywnosci wzrosly?
Zrobilam zakupy na sniadanie:
Chleb – 45 groszy
5 pomidorow – 30 groszy
8 jajek – 2,8 zlotego
5 ziemniakow – 30 groszy
0,5 kg marchewki – 1 zl
I wszystko bez jakiejkolwiek chemii.. smaczne… cudowne…
Tylko jogurtu mi sie chce i rzodkiewki, i ogorkow i sera białego.
Berberie ( taka przyprawa), i k’ybie ( maslo) już od dawna były drogie.
Zaobserwowane: W Addis na chodnikach nie ma psich kup. Lepie niż w Wawie. Sa za to: baranie, kozie, osle, krowie…
A z rzeczy pozytywnych: siedzimy w Milk Mouse – to taka restauracja i kafejka nalezaca do Szwajcara, co to osiedlil sie w Etiopii. I jak juz pisalam w AA sa problemy ze swiatlem, no i tegoz nie ma w tej restauracji, ale nikomu to nie przeszkadza. Wszyscy swietnie sie bawia. Party przy swiecach. W Europie byloby nie do pomyslenia zeby w knajpie nie bylo pradu. A tu: kibel nie dziala tzn. jest wiadro z woda i trzeba polewac, winda nie dziala, a resto na 10! pietrze i wchodzi sie schodami i przez zaplecze, herbata –brak, kawa – brak ( chyba ze w tradycyjny sposob) …. A panstwo sa zadowoleni.
Potem troche bydla w dyskotece Memo zrobilysmy, a tam zoltych….zalew normalnie. Abraham policzyl 14 Chinczykow , 5 Turkow i 7 Hindusow… wszyscy 40 lat w gore, polamance, slonie im na ucho nadepnely, zero poczucia rytmu, i z tymi młodymi laskami.. Niesmaczne i smutne.
A sobota – relaks na basenie w Ghionie, tylko za duzo charaja, i pluja – za to, to bym ich normalnie… grrrrrr
I leniwa niedziela w mieszkaniu, w „gated community”.
Strasznie zaluje ze zostawilam te „Dzienniki ..” w samolocie – ULA przepraszam!!!! Taka juz jestem ze rozne dziwne rzeczy w samolotach zostawiam.
what a day
maj 28, 2008
What a day!
Przypadkiem trafilam do Addis kilkanascie godzin wczesniej, a to dlatego, ze Turkish Airlines nie mialo miejsc w hotelach w Istambule i kazali mi leciec wczesniej. Na szczescie byl samolot
.
No i witamy w krainie absurdu - czasem pozytywnego, czasem mniej. Na lotnisku kierowca small taxi, czyli lady, w której zazwyczaj nie otwieraja się tylne drzwi, ze o oknach nie wspomne zaoferowal mi kurs do Semien Mazagadza , dzielnicy, w której znajduje się polska ambasada, za 150 byrow, czyli za jakies 38 zeta . YYYY??? W koncu pojechałam za 60, a to i tak była jeferndzi uaga, czyli cena dla bialasa. Choc niewiele przepłaciłam. Litr benzyny kosztuje tutaj 10 byrow czyli około 2,5 zeta. Z oszczędności, pan taksówkarz wyłączał silnik stajac na czerwonym świetle.
Mknac Bole Road mialam wrazenie jakbym stad nie wyjeżdżała. To znam, to znam, o, tu cos nowego buduja. Free Zone.. hmmm zamknęli???
Kasia była lekko zaskoczona, bo w koncu jej nie poinformowalam, ze bede wczesniej. Poszlismy ( bo był jeszcze Abrys) na jakas bunne ( kawe), ale nic z tego, Express nie dziala – mebrat jellem. Aktualnie w Addis sa problemy z pradem – jeszcze nie wiem z czego to wynika – i co drugi dzien nie ma swiatla. Ci którzy maja generatory pradu maja szczescie- biznes jakos się toczy.
Na spanie tez nie było szans. Pojechaliśmy do Nazaretu i Sodere, gdzie sa gorace zrodla i można się pomoczyc za 15 byrow w basenie z zupa. Przy 30 stopniach C człowiek jest w stanie machnac kilka razy rekami w takiej wodzie i passsss. Należy wiec położyć się na wodzie i robic nic………. co może być czasem bardzo przyjemne.
Przez caly dzien mialam poczucie ze jestem tu tylko na chwile, ze na wieczor, kiedy to ckni mi się najbardziej, wsiade w autobus, samochod czy cos i bede za moment z powrotem, i … ech…..so near so far. Wieczorem zasnelam jak dziecko z dzwiekami „Ma fleur”.







